Roztrzepane, wiecznie spóźnione, gubiące wszystko, co się da i zapominające o najważniejszych rzeczach. Czy takie dwie są w stanie przeżyć na końcu świata? Czy jest możliwe, że wszystko pójdzie po ich myśli? Czy czeka je tylko seria niepowodzeń? Dwa pokolenia blondynek w Indiach. Moja podróż z mamą.
Blog > Komentarze do wpisu

Proszę Państwa, co za spotkanie!

Każdy, kto zna mnie i moją mamę, wie, że spóźniamy się zawsze i wszędzie.
Oczywiście zaspałyśmy na opłacone śniadanie i przespałyśmy check-out.

ATTARI-WAGAH

Mecz, na którym nie było gry w piłkę. I nie był to mecz Polska-Anglia na Stadionie Narodowym w Warszawie. Ten, na którym byłam rozegrał się pomiędzy Indiami i Pakistanem w strefie granicznej. Podobno na mecze chodzi się dla atmosfery. Dla uczucia patriotycznego zjednoczenia. W Polsce to uczucie wyzwala tylko widok piłki. Tutaj wystarczy mały pretekst typu wieczorne zamknięcie przejścia granicznego. Piłki nie ma, są za to radość, taniec, bollywoodzka muzyka - perfekcyjna impreza. Do tego dzieci biegające wte i we wte z wielką flagą. Tłum wiwatował. Po drugiej strony bramy nieco poważniejszy Pakistan, podzielony na strefę kolorową i szaroburą - kobiety i mężczyzn.

straż graniczna Attari-Wagah

Zaczęło się. Żołnierze indyjscy i pakisańcy paradnym kogucim krokiem wymaszerowali, strosząc groźnie piórka. Wachlarze przyczepione do nakryć głowy przywodziły na myśl pióropusze. Rywalizacja polegała głównie na tym, kto ma pojemniejsze płuca, czyli potrafiwydać z siebie przeciągły dźwięk na jednym oddechu. Ale największy respekt wzbudzała ich umiejętność kopania się w czoło. Aż strach pomyśleć, jak wygląda ta ich wojna indo-pakistańska.

straż graniczna Attari-Wagah


Dobrze, że już po wyjściu ze strefy granicznej wszyscy zorientowali się, co tu jest prawdziwą atrakcją. My oczywiście.
Dlaczego gwiazdy nie mogą zdążyć do busa na czas? Bo są zajęte pozowaniem do zdjęć dla spragnionych blondu hindusów.

dwie blondynki


MATA TEMPLE

Ale nie tylko oni lubią utrwalać nasz wizreunek.
-Zrób mi tu zdjęcie.- odwraca się do mnie - No zrób mi zdjęcie z tym! - pozuje, odwraca się znowu - Robisz mi zdjęcie?
-Robię. Mamo.
Kolejne spóźnienie. Jak się ma tyle powodów to można się spóźniać. Tym razem miało to miejsce w świątyni, do której kobiety przychodzą, kiedy chcą zajść w ciążę. Labirynt schodków, przejść, korytarze z brudną wodą, płaskorzeźby i obrazki ze wszystkich stron hinduskiego świata. Pierwsze bindi na czole, kwiaty i nawet słodkie małe co nieco. Szkoda, że w naszym kościele tak ludzi nie karmią. Na pewno chętniej bym tam chodziła.


bindi na czole

mata temple

niedziela, 17 lutego 2013, anejtej

Polecane wpisy