Roztrzepane, wiecznie spóźnione, gubiące wszystko, co się da i zapominające o najważniejszych rzeczach. Czy takie dwie są w stanie przeżyć na końcu świata? Czy jest możliwe, że wszystko pójdzie po ich myśli? Czy czeka je tylko seria niepowodzeń? Dwa pokolenia blondynek w Indiach. Moja podróż z mamą.
Blog > Komentarze do wpisu

Świętujemy!

Basant Panchami

Już myślałam, że odniosłam totalną porażkę, że pojechałyśmy taki kawał drogi na sam koniec Indii, na zimną północ tylko po to, żeby zobaczyć festiwal pierwszego dnia wiosny. W lutym. Ale powiedziano mi, że święto było wczoraj, a ja je przegapiłam.
Wstałam rano bez jakiejkolwiek motywacji i przeświadczeniem, że nic ciekawego już mnie tu nie czeka. Jakże się myliłam.
Gdy w końcu zrezygnowana wystawiłam nos z hotelu, coś mnie popchnęło w kierunku uśmiechniętego sikha na zdezelowanej rikszy. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, kiedy okazałam zainteresowanie jego tradycją, i zaczął pedałować, wioząc nas w obłokach spalin w kierunku Gurudwara Chheharta Sahib, małej świątyni na przedmieściach Amritsaru wzniesionej na cześć syna Szóstego Guru. Święto Basant Panchami jest różnie obchodzone w różnych zakątkach kraju - od noszenia ubrań w kolorze żółtych pól kwitnących kwiatów gorczycy zaczynając, przez puszczanie latawców w Punjabie, na modlitwach, wznoszonych przez hinduskich studentów do bogini mądrości Saraswati, kończąc.


Riksza kluczyła między tuk-tukami, pieszymi, autami i motocyklami, a my trzymałyśmy się kurczowo w obawie o nasze życie. Niewiele brakowało, żebym w pewnym momencie zawiesiła się na szyi nadjeżdżającego z boku konia. Zjechaliśmy z głównej drogi, by po chwili stanąć w ogromnym korku. Wąską uliczką jechały ciężarówki upakowane machającymi do nas ludźmi. Wysoko nad naszymi głowami unosiły się latawce. Kiedy wesoły sikh obiecał zaopiekować się nami, Wchłonął nas tłum napierający do przodu w celu prześlizgnięcia się pod unoszonym na 5 sekund szlabanem z kija od szczotki.
No i wtedy zaczęła się zabawa. Kolejny raz okazało się, że nie ma nic ciekawszego poza dwiema białymi kobietami w tłumie tubylców. Możliwe, że niektórzy z nich widzieli blondynkę pierwszy raz w życiu. Dlatego w euforii bez wahania wciskali mi swoje malutkie dzieci. Podczas organizacji budżetu na kolejną wyprawę muszę przemyśleć pomysł pobierania opłat za pozowanie do zdjęć;)

Basant Panchami

motocykle na Basant Panchami

Zaraz, zaraz, znalazła się też zapłata. W pewnym momencie nasz przewodnik w niebieskim turbanie wcisnął mi metalowy talerz, wyjęty z wielkiego kosza. Znowu kolejka i nerwowe oczekiwanie. Czy te talerze były myte w tym basenie, w którym przed chwilą widziałam obmywających się ludzi przed modlitwą?

Drzwi otwarte.
Biegiem! Jeść dają!

Basant Panchami


Naszym oczom ukazała się ogromna sala, pełna ludzi siedzących w szeregach naprzeciw siebie. Metalowe talerze leżały przed nimi na podłodze. Musiałam szybko przerwać obserwacje, gdyż mój wzrok powędrował do ryżu z sosem, przyklejającego się do moich bosych stóp.

Tak jak cała reszta, usiadłyśmy na masakrycznie upaćkanych dywanikach i pozwoliłyśmy nałożyć sobie prosto z kubła kleksa dalu o wyglądzie rzadkiej kupy oraz garść ryżu (dosłownie) z chlebkiem chapati. Zjadłam z apetytem, nie myśląc, skąd to się wzięło.
Przekonałam się o tym zaraz po wyjściu. Moim oczom ukazał się gigantyczny kocioł, w którym na wolnym ogniu gotowała się jego zawartość. Co chwilę dosypywano coś wiadrami, a trzy osoby mieliły w tym łopatami. Czy tak wygląda raj?:D
Według naszego sikha, darmowe jedzenie dobrze smakuje tylko w małej ilości.
Chyba powinnam była go uświadomić, że Polakom darmowe jedzenie  smakuje najlepiej w każdej ilości.

jedzenie Basant Panchami

jedzenie Basant Panchami


Kiedy moje stopy były już równomiernie obklejone jedzeniem, odzyskałam swoje buty i wsiadłam na zdezelowaną rikszę. Odczuwana przez nas ogromna radość zaowocowała takim napiwkiem, żeby dziadzio mógł zrobić sobie wakacje do końca tygodnia. Wiedział, że opłaca się uszczęśliwiać kobiety.

poniedziałek, 18 lutego 2013, anejtej

Polecane wpisy